
Moja agresja skierowana ku światu , która towarzyszyła mi przez ostatnie dni, rozproszyła się. Sukces, bo miałam jej już dość. Wszystko dzięki Przyjaciołom, którzy wpadli do mnie na kameralną imprezkę. Dobrze było mieć Ich koło siebie, śmiać się i żartować.
Najlepsza część zabawy okazała się jednak być na samym końcu, gdy została już tylko A.. Nasza Żubróweczka się skończyła, nie miałyśmy już ochoty patrzyć na Freddy Kruegera, a miałyśmy ochotę coś zrobić. Pożyczyłam więc sanki spod drzwi sąsiadki (nie wiem czemu A. miała taką wielką radochę z używania wyrażenia ‘te ukradzione sanki’), i poszłyśmy sobie zjeżdżać z pobliskiej górki. O drugiej w nocy ^^ turlanie się na dół też okazało się całkiem zabawne. Co z tego, że rano odkryłam z miliard siniaków i zadrapań. To było tego warte. Leżeć na śniegu, patrzeć w niebo, i śmiać się jak opętane z A. … dobrze, że nikt nie widział. Mój mhhrRroczny image nie przeżyłby takiej próby.
… a z rodziców żartowałam, gdy niedawno na imprezie u znajomych w środku nocy wyszli lepić przed domem bałwana ]:> hipokrytka ze mnie.
Zastanawiam się, czy uda mi się zmieścić do walizki. I czy na odprawie celnej nie będą mieli nic przeciwko temu, że się tam chowam… Kuzyn leci jutro na Jamajkę. ZazdrośćZazdrośćZazdrość!