15 maj 2010

Postcards from Italy.

Się udało :) zaplanowane nieplanowanie. Bilet lotniczy, łącznie w dwie strony po 80zł na łebka, z dodatkowym bagażem. Podekscytowana czwóreczka, ja z Braciszkiem, kochaną V. i pierwszy raz na oczy zobaczonym M., który okazał się wymarzonym kompanem do naszej drużyny. Się udało, wylecieliśmy (a lot był niesamowity!), lądowanie w Forli. Nigdy nie zapomnę uczucia tuż po wyjściu z samolotu, pierwsze kroki na ziemi pod niepolskim już niebem. I pytanie cisnące się na usta - co teraz?

There's more to see than can ever be seen, more to do than can ever be done!

Pięć szalonych dni, wykorzystanych maksymalnie. Przywiozłam ze sobą do Polski ogromny bagaż doświadczeń, wspomnień, radości. Wszystko było tak urokliwe i niesamowite! Nocowanie w Forli w dworcowej poczekalni, i mieszkanie u Anbel i Mariny, które w ostatniej chwili zgodziły się nas przenocować przez coachsurfing. Tylu ludzi poznałam w Bolonii! Masę Włochów i Włoszek, Marokańczyka, Kanadyjczyka, dziewczyny z Peru i Luksemburga.. wszystko tylko jedego dnia! I ludzie na ulicach, przy straganach - uśmiechnięci, otwarci i chętni do rozmów. Anabel robiła u siebie domówkę, 50ciu ludzi bawiących się w rytm włoskiej muzyki. Ahh.

Nocne zwiedzanie miasta, pokazy ulicznych artystów. Długie spacery i rozmowy, poznawanie się. Twarze wręcz zdętwiałe od ciągłych uśmiechów. Piski radości i spontaniczne wybuchy 'jestem taka szczęśliwa!'.

Prawdziwa włoska pizza, i lasagna, i spaghetti, i sery, i szynki, a lody mają tam chyba najlepsze na świecie! I wino tańsze niejednokrotnie od wody mineralnej, które można pić spokojnie na mieście, a żaden policjant nie goni.

Pogoda piękna cały czas, jak na zamówienie. Rimini, typowo turystyczne, a jednak nie nudne. I wspaniała ekipa w młodzieżowym hostelu, Vania nawet płakała, gdy wyjeżdżaliśmy.

Cieszę się, że M. zdecydował się jednak na zabranie ze sobą kamery, że te wspaniałe chwile zostały zapisane i zapamiętane. Do tego setki zdjęć V., Jej galeria uśmiechów przypadkowo napotkanych ludzi.

It's time to leave this town
It's time to steal away
Let's go get lost
Anywhere in the .. anywhere.

Bałam się tego wyjazdu, tej nagłej samodzielności. Że się w sobie zamknę w końcu, że zepsuję innym wycieczkę, że nie dam rady.
Już poczyniliśmy następne plany. Jeśli tylko nie będę zmuszona walczyć z kampanią wrześniową na studiach, znów lecimy. Jak sesja się przedłuży, wymyślimy coś innego ;) Z tymi wspaniałymi ludźmi mogę wszystko!! [Drużyna spod sztandaru Panny! Bita śmietana odmieniła nasze życia ;)]


video

5 komentarzy:

  1. Ależ Ci zazdroszczę takiej wyprawy! Sama marzę o wakacjach, choćby tylko tygodniowych. Mam za sobą kilka ciężkich miesięcy, a zapowiada się jeszcze dużo wrażeń w najbliższym czasie (m.in. przeprowadzka). Jak tylko się z tym uporam, to pojadę do Włoch. Albo gdziekolwiek indziej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, dasz radę :) te moje Włochy to na dobrą sprawę nie były wakacje, a praca cięższa niż przez parę wcześniejszych lat ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietnie!
    Ciesze sie ze Twoj wyjazd do Wloch byl az tak barwny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Włochy to piękny kraj :) Hehe, a kiedyś o mały włos zamiast do Kolonii poleciałabym do Rzymu ;) Super że wycieczka się udała!

    OdpowiedzUsuń